3 mm

Autor: 
Alksnin, Adrianna
Gatunek: 
Dramat
Szczegóły: 
Tekst znalazł się w finale X edycji konkursu Metafory Rzeczywistości organizowanego przez Teatr Polski w Poznaniu
Obsada kobiety: 
4
Obsada mężczyźni: 
3

Maria to kobieta, która podąża jasną, prostą drogą uszykowaną przez "nakaz tradycji" oraz "wymóg instytucji". Bierze ślub, prowadzi dom, próbuje dogadać się z Teściową, planuje z Mężem ciążę. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy kobieta roni płód - tytułowe trzy milimetry.

Kobieta nie jest w stanie odbyć "pracy żałoby" - wszyscy, łącznie z Pielęgniarką i pojawiającym się znikąd Mężczyzną w Czerni (księdzem), namawiają Marię do ochrzczenia dziecka i dokonania pochówku. Im bardziej namolnie, tym bardziej w bohaterce  narasta bunt przeciwko społecznej presji dotyczącej najpierw tego, a potem wielu innych aspektów życia. Symbolicznym momentem odrzucenia starej tożsamości jest zmiana imienia na "Magdalena". Niegdysiejsza cnotliwa i układna madonna, ikona idealnej kobiety, staje się zatem jawnogrzesznicą - z tą różnicą, że jej "wina" polega na odrzuceniu tradycyjnych konstruktów i próbie przyjrzenia się własnym potrzebom.

"Co mam grzebać? Ja nawet nie wiem, czy to życie stracone jest w tym skrzepie, czy go nie ma, krew płynęła ciepła i gęsta po udach, wsiąkała w spodnie piżamy, na podłogę się lała i wsiąkała w ręcznik, którym próbowałam zatamować krwawienie. Czy ręcznik i piżamę też mam pogrzebać? Poświęcić brudną wodę, którą zmywano podłogę? Dla mnie ten pogrzeb już się odbył, zostawcie mnie."

Warto zauważyć, że działania kobiety nie są radykalne. Wystarczy zaniechanie obowiązków "prawdziwej kobiety", by rodzina oraz bliscy i dalsi znajomi odsądzili ją od czci i wiary. Teściowa pogardliwie twierdzi, że "nawdychała się feminizmu", jednocześnie powtarzając frazesy o wrodzonym instynkcie macierzyńskim i konieczności dbania o ognisko domowe. Mąż, któremu okazjonalnie wtóruje tajemniczy Mężczyzna w Czerni, wykorzystuje biblijne i pseudobiblijne frazy, pseudonaukową demograficzną argumentację, a w końcu i zwykły szantaż, by wymóc na żonie spłodzenie potomka. Magdalena próbuje wyartykułować swoje racje, ale jako kobieta i jednostka jest skazana na porażkę. Pogrąża się w depresji, jej ciało odrzuca kolejną ciążę. Kobieta symbolicznie odzyskuje swój głos w finale, kiedy wygłasza manifest - swoiste wyznanie niewiny. W tym momencie bohaterka wyraźnie odwołuje się do obecnej sytuacji politycznej.

"Chciałam formułować postulaty.
Chciałam mieć konstytucję.
Chciałam mieć kartę praw."

Autorka świadomie operuje kliszami językowymi i sytuacyjnymi, by w przejmujący sposób ukazać dramat kobiet(y). Maria/Magdalena to jedyna bohaterka nosząca imię, choć właśnie imię staje się najbardziej opresyjnym narzędziem - wszak społeczeństwo konsekwentnie odbiera jej tożsamość, wtłaczając w kolejne schematy: idealnej matki, żony, synowej, katoliczki. W jej doświadczeniach odbiją się przeżycia wielu czytelniczek i widzek. To pozycja obowiązkowa dla współczesnego polskiego teatru.