Chlupot białych mew

Autor: 
Kolada, Nikołaj
Gatunek: 
Dramat
Obsada kobiety: 
2
Obsada mężczyźni: 
4

Osoby:
Awgusta Żurawlowa, lat 60
Wiera Nosowa, jej córka, lat 30
Wania Nosow, mąż Wiery, lat 35
Sasza Masłow, krewny, lat 53
Wasilij Masłow, siostrzeniec Saszy, lat 25
Walerek

Miejsce akcji: okolica podmiejska, dom Awgusty

Nikolaj Kolada, złote dziecko rosyjskiego dramatu. Twórca doskonałych sztuk, które nie tylko dają aktorom materiał do stworzenia głęboko poruszających i bogatych w emocje kreacji, ale które przede wszystkim z wielką szczerością, autentyzmem i siłą oddają prawdę o naturze ludzkiej w jej uniwersalnym wymiarze. 
Sztuka Chlupot białych mew zaczyna się od sceny czuwania przy trumnie zmarłego Walerka. Jest tam najbliższa rodzina: matka, siostra z mężem, wuj zmarłego i jego siostrzeniec. Duszna, przesycona aurą niesamowitości atmosfera zakrapiana jest alkoholem. Na jaw wychodzą rodzinne niesnaski i tajemnice, wuj Sasza bez żadnego skrępowania wspomina zmarłego wydając mu niechlubne świadectwo - okazuje się, że Walerek był kryminalistą wielokrotnie odbywającym karę pozbawienia wolności, który został zakatowany na śmierć przez strażników, a nie, jak twierdzi oficjalna wersja, zmarł na wrzody żołądka. 
Półmrok, skrzypiąca i bujająca się bez przyczyny huśtawka, palące się świece podsycają atmosferę transcendencji. Tymczasem ludzie wokół żyją swoimi, całkiem przyziemnymi sprawami. Matka krząta się po kuchni przygotowując stypę, zięć śpi zmorzony wódką, a Wiera, siostra zmarłego, prosi siostrzeńca, żeby pomógł jej napisać list do aktora, w którym skrycie się kocha i marzy o tym, żeby przyjechał do ich miejscowości i zabrał ją do lepszego świata. Podczas czuwania wuja Saszy przy trumnie zmarły nagle wstaje, łapie wuja za nos, wypomina mu dawne sprawy. Trwa to jednak tylko chwilę i przerażony Sasza nie wie, czy to jawa, czy sen. Związek Saszy z Walerkiem okazuje się być bardzo bliski i silny, Sasza kochał go jak syna i bardzo bolał nad tym, że Walerek zszedł na złą drogę, stąd miłość miesza się tu z nienawiścią, poczucie winy z agresją. Awgusta, mama Walerka, rozpacza i rozpamiętuje dawne życie, użala się nad zmarłym synem, ale bardziej nad sobą. Wstań, Walerku mój! Wstawaj! Wstań, mój śliczny, niech popatrzę na ciebie, synku! Na kogo teraz będę czekała, dla kogo mam żyć, po co... Wstań, błagam cię!
Akcja aktu II toczy się już po pogrzebie i po stypie, a zaczyna wielką sceną wuja Saszy, który z samej głębi swojej zbolałej duszy wygłasza monolog na temat sensu i celowości naszego ludzkiego życia, w dosadnych słowach wspomina zmarłego Walerka, wykrzykuje rodzinne zatargi. Reszta rodziny milczy, jedynie matka usiłuje bronić zmarłego syna, ale najwidoczniej nie ma żadnych kontrargumentów. Zaraz potem w rozmowie w cztery oczy z siostrzeńcem Sasza opowiada o swoim ojcowskim uczuciu do Walerka, wspomina ze łzami w oczach jego słowa: Wujku Saszo, co to za życie? Beznadziejne... Ja tylko wtedy czuję się człowiekiem, kiedy komuś przyłożę do gardła nóż... wtedy już nie jestem śmieć, nie jestem gówno, ale człowiek wyrwidąb, waligóra! Szeptem, już za drzwiami, tak by nikt nie słyszał, wuj prosi wszystkich o wybaczenie za swoje zachowanie.
Tymczasem Walerek przechadza się po swoim dawnym domu i ogrodzie, stuka do okien, wypija wódkę ze stypy, huśta się na ogrodowej huśtawce. Kobiety krzątają się, a on chodzi za nimi krok w krok, wołając przejmująco: Mamo, mamo, mamo! Jego wołanie słyszy tylko Matka. W domu zostają jedynie cienie ludzi. Biedni oni wszyscy, biedni - mówi, patrząc na nich, Walerek.

W sztuce Kolady rzeczywistość przeplata się z metafizyką, a całość przesycona jest bólem istnienia, poczuciem beznadziei, tęsknotą za lepszym światem, którego, jak przeczuwają bohaterowie, najprawdopodobniej wcale nie ma. Postacie sztuki to ludzie z krwi i kości, porażające życiową prawdą: Matka przepełniona rozpaczą po stracie syna, ale nie tracąca zimnej krwi, jej córka Wiera, wierząca, że ojcem jej dzieci jest filmowy amant, a nie ślubny mąż, oraz najbardziej tragiczna i złożona emocjonalnie postać wuja Saszy, u którego miłość i nienawiść, wrażliwość i agresja splatają się w jeden niekończący się ból duszy. Dzięki świetnemu przekładowi sztuka Kolady nie traci nic ze swej jędrności w kreśleniu postaci i gęstych emocjonalnie sytuacji, a także soczystości języka. 

Joanna Olczakówka dla ADiT