Dyfuzja

Autor: 
Holewiński, Wacław
Gatunek: 
Kryminał
Szczegóły: 
2004
Obsada kobiety: 
2
Obsada mężczyźni: 
1
Postacie: 
burmistrz dość dużego miasta (Rolad), prostytutka (Fiona), sekretarka (Sara)

Zaczynać omówienie od pointy sztuki, to tak jak zdradzić na wstępie recenzji kryminału, kto zabił. W przypadku dramatu Holewińskiego ma to jednak niejakie uzasadnienie, gdyż zasadniczo zmienia naszą optykę, myślenie o bohaterach i przedstawionej sytuacji.
W didaskaliach już na samym początku pojawia się intrygujące zdanie w opisie miejsca akcji, zwykłego na pozór mieszkania: Nad drzwiami wejściowymi zawieszone dwa głośniki - powinny one być widoczne, ale tak, aby widz miał poczucie, że są jednym z wielu elementów dekoracji. Owe głośniki są niczym słynna czechowowska strzelba. I rzeczywiście wypalają. W finale rozlega się z nich damski głos, obwieszczający co następuje: Pacjenci ze wszystkich grup terapeutycznych proszeni są o powrót do swoich oddziałów. W dniu dzisiejszym, z powodu deratyzacji, stołówka będzie nieczynna. Obiad będzie rozwożony przez personel do sal. Bardzo proszę o zakończenie zajęć.

Wszystko zatem jest tu swego rodzaju "zwodem". Mieszkanie jest w istocie salą psychiatryka, zaś trójka bohaterów, charakteryzowanych kolejno jako "burmistrz dość dużego miasta" (Rolad), "prostytutka" (Fiona), "sekretarka" (Sara), okazuje się być pacjentami poddanymi psychoterapii. Co więcej, ich wstępna charakterystyka może też być "zmyłką". Określa bowiem przypisane w danym momencie role, nie zaś rzeczywistą tożsamość. W psychodramie wszystko jest możliwe, również zamiana ról, swoiste "wcielanie" się w kogoś innego w celu zrozumienia cudzych i własnych stanów psychicznych i zachowań w określonych sytuacjach. Można więc sobie wyobrazić, że w rzeczywistości np. Fiona była "burmistrzem", Rolad jej "sekretarzem", a Sara "prostytutką" lub też, że wszystkie te postaci - ofiary, dajmy na to psychoz społecznych - obsadzone zostały w rolach nieznanych im z autopsji, będących tylko swoistą projekcją określonych wyobrażeń o życiu publicznym, bo właśnie ten temat wybija się na czoło omawianego dramatu. 
Ale ta "nieostrość" postaci, odgrywanie "ról" stanowi też istotę działania scenicznego. Oto nim dowiemy się, że Rolad jest burmistrzem, objawia się on nam jako człowiek, który pod pretekstem seksualnej przygody ściąga prostytutkę Fionę, by przedstawić się jako morderca, a w końcu jej nieznany ojciec, zabójca matki. 

Ta wyrafinowana i perwersyjna gra psychiczna kończy się, kiedy Fiona ukazuje swoją prawdziwą twarz - nagrywającej całe spotkanie żurnalistki, prowadzącej w istocie dziennikarskie śledztwo w sprawie korupcji i przekrętów w urzędzie miejskim, a wykorzystującej "operacyjnie" słabość burmistrza do internetowych ogłoszeń towarzyskich. Sara, odgrywająca z początku rolę opiekunki chorego rzekomo na depresję Rolada, okazuje się jego sekretarką, jak wiele innych pracownic urzędu zwyczajnie przez niego molestowaną. 

W toku akcji wszyscy więc zdejmują maski, obnażają prawdę o sobie, pokazują rzeczywiste, niskie motywy swoich działań. Próżny, upojony władzą Rolad zrobi wszystko (wraz z wydaniem dziennikarce kwitów na swoją partię i najbliższych współpracowników), by nie utracić wywalczonej pozycji społecznej. Sara z pewnej siebie kochanki władczego burmistrza, w obliczu groźby ujawnienia jej romansu przeistacza się w słabą, załamaną kobietę, która nagle dostrzega, że zmarnowała swoje życie, także rodzinne. Fiona pod pozorem "dążenia do prawdy" skrywa "dążenie do kariery", którą pragnie zrobić za wszelką cenę, ukazując zarazem drugą,. "kurewską" stronę swojego zawodu. Ale jej zdemoralizowanie jest głębsze, ona także gotowa jest zdradzić siebie i swoją "misję dziennikarską", by poprzez szantaż i groźby wymóc na burmistrzu finansowe i polityczne ustawienie się w życiu. Przedstawicielka "czwartej władzy" w tym sensie niewiele się różni od innych "reprezentantów narodu", tworzących tzw. elity społeczno-polityczne.
Rzekło się wyżej, iż zasadniczym tematem sztuki są modelowe w dużym stopniu, karykaturalnie ukazane patologie życia społecznego. Reguły nim rządzące zdają się jednak - zdaniem autora - wynikać przede wszystkim z człowieczych słabości i na nich żerować, doprowadzając nawet przyzwoitych ludzi (np. Sarę) do rezygnacji z marzeń czy ideałów na rzecz zachowań niemoralnych, acz przynoszących rozmaite, doraźne korzyści. Holewiński nie ma złudzeń co do człowieka i jego wewnętrznej, duchowej kondycji. Właśnie człowiek, jednostka, a nie abstrakcyjne mechanizmy społeczno-polityczne, jest tu głównym źródłem zła i przedmiotem teatralnej terapii.  Jego "dom wariatów" nie jawi się więc tylko jako jakaś, znana skądinąd i wyeksploatowana przecież, metafora świata. Czy może być inaczej? Chyba nie. Kiedy do pewnego psychiatry przyszła pacjentka oznajmiając od progu: Panie doktorze, świat zwariował!, ten odparł bez wahania: To proszę przyjść ze światem.

omawiał Zdzisław Jaskuła