Płaksy

Autor: 
Levin, Hanoch
Przekład: 
Leder, Włodzimierz
Gatunek: 
Dramat
Obsada kobiety: 
4
Obsada mężczyźni: 
8
Szczegóły obsady: 
+ Pomocnicy Sanitariusza

Trzech konających w jednym szpitalnym łóżku, cóż, to Kalkuta, miliony biednych Hindusów. Obchód lekarski mija ich pędem, traktuje lekkim skinięciem głowy, bez słowa. Dwie pielęgniarki. Starsza, obyta ze śmiercią, ma dla nich jedną radę: nie trzymajcie się kurczowo życia, bo co to za życie. Nie zakłócajcie naszego spokoju jękami i żalami. Cierpcie i umierajcie cicho. Młoda pielęgniarka pełna empatii i życzliwości robi co może, by ich pocieszyć.

Konający wiją się w bólach, walczą o odrobinę więcej miejsca we wspólnym łożu, ale i bratają się i wspomagają wzajemnie. Szukają sensu przeżytego życia, spędzonego na odganianiu się od much i na gapieniu w pustkę. Okazuje się, że każdy z nich był złodziejem. Bo jaki masz wybór, jeżeli urodziłeś się w Kalkucie. Dla umilenia konającym czasu do przybycia śmierci, a raczej dla uświadomienia im beznadziejność ich sytuacji, personel szpitala wystawia tragedię "Cierpienia Agamemnona i jego śmierć" (według Ajschylosa). Teatr w teatrze. Sztuka o zabójstwie Agamemnona przez Klitajmestrę i Ajgistosa, jej kochanka. "Dzieją się w niej straszne rzeczy, co przypomną wam wasze położenie" zapowiada Sanitariusz. Sztuka przedstawia podstawę wobec śmierci szeregu mordowanych postaci. Ich daremne próby wywinięcia się śmierci przez uzyskanie łaski mordercy.

A więc kolejno: Strażnik, który zasnął i przeoczył płonące znicze, znak zwycięstwa i powrotu Agamemnona z Troi, próbuje zmienić wyrok argumentując amnestią zwykłą po zwycięstwie, i płaczem starej matką oczekującą go w domu – daremnie. Agamemnon odwołuje się do swojej wielkiej młodzieńczej miłości, do Klitajmestry – daremnie. Kasandra, branka trojańska, wieszczka, córka Priama, króla Troi, prosi łaski tłumacząc ją swoją niewinnością i młodością – daremnie.

Przewija się przez sztukę, w różnych momentach, wielkie zafascynowanie i zafrapowanie śmiercią. Śmiercią bliźniego, nie swoją. Ale swoja nadejdzie. Posłuchajmy monologu Starego Konającego przed chatą ściągacza skór, w dodatkowym spektaklu jednego aktora:

"Oto to nadchodzi,
To jest rzecz, na którą czekałem całe życie,
gdy odganiałem muchy, gdy kradłem,
i gdy gapiłem się bezmyślnie w pustkę,
to nadchodzi, i takie to proste,
i przychodzi specjalnie do mnie.
Och, ludzie, czyż zrozumiecie…
Tylko lekkie dotknięcie,
jak muśnięcie tablicy wilgotną szmatką,
i już cały obraz starty."